Dzielnica blaszanych kontenerów. (Armenia czesc 1)

Jest w Giumri taka dzielnica, która tonie w błocie i ciemności. Dzielnica blaszanych kontenerów, bardzo często rozwalonych i przeciekających w których mieszkają ludzie po trzęsieniu ziemi. Rząd Armenii obiecał, że będą to mieszkania tymczasowe, tylko na trzy lata, od trzęsienia ziemi minęło już ponad 20 lat i nic w tej kwestii się nie zmieniło (tylko kontenery coraz bardziej niszczeją i przeciekają, ludzie się starzeją.) Łukasz – nasz przyjaciel z Giumri zabrał nas do jednego z tych „ mieszkań tymczasowych” aby spotkać się z rodziną która dwadzieścia lat temu straciła normalne mieszkanie.

Wszystko pomieszczone na 10 m2 – trzy łóżka, malutka kuchnia, telewizor. Łazienka tylko z zimną wodą oddalona 200 metrów do mieszkania. Na ścianach bardzo dużo świętych obrazków i zdjęcie dwóch córek, które zginęły podczas trzęsienia ziemi. Siedzieliśmy razem przy stole zastawionym lawaszem (ormiański chleb) i podsmażanymi ziemniakami rozmawiając na przeróżne tematy.

Warunki życiowe mają bardzo ciężkie. W mieszkaniu nad ranem temperatura spada do kilku stopni Celsjusza. Nikt nie pracuje – cała rodzina utrzymuje się z renty niepełnosprawnego syna (50 euro miesięcznie na trzy osoby, to jest około 65 zł na osobę), który powinien mieć zapewnioną rehabilitacje – niestety nie starcza na nią pieniędzy. Uderzyło mnie to, że nikt z członków rodziny nie narzekał na swoją sytuację życiową, nikt nie mówił, że na wszystko brakuje pieniędzy. Wszyscy byli pogodzeni ze swoim losem, wydaje mi się, że wręcz szczęśliwi. Mama niepełnosprawnego chłopca na pożegnanie powiedziała nam, że mieszkanie ma małe, ale serce wielkie.

Tak zaczęła się nasza mała wędrówka przez Armenię.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Dwie prezentacje

Dopiero w marszrutce do Zugdidi uświadomiłem sobie, że mamy wygłosić prezentacje o naszym projekcie po angielsku i to na uniwersytecie!. Zacząłem się bać. Po dwóch godzinach jazdy (gdy już przyzwyczaiłem się do przyszłego wydarzenia) dowiedziałem się, że nie na jednym tylko na dwóch uniwersytetach i nie w pokoju z 5 osobami (jak myślałem wcześniej) tylko w dość dużych aulach z grupami po około 150 osób!!!. Poczułem jak mój strach narasta i narasta, jak brakuje mi tchu. Myślałem tylko o ucieczce:)

Droga numer M1 prowadzi z Tbilisi do Sukhumi ( stolica zbuntowanej Abchazji, do której związku z wojną na początku lat 90 – tych nie ma możliwości wjazdu). Na wysokości Senaki droga ta rozwidla się w kierunku Poti (największy port towarowy Gruzji) i dalej podąża do Batumi i Turcji. Jest to najważniejszy trakt kraju, o strategicznym znaczeniu, gdyż łączy wschód z zachodem, stolice kraju z największym portem i z Turcją. Co więcej nie można zbudować drogi alternatywnej do tej ponieważ w koło są same góry. Wystarczy więc ją zająć ( nie jest to problem, bo granica z kolejną zbuntowaną republika – Osetią, gdzie stacjonują rosyjskie wojska, wręcz jej dotyka) i 1,5 milionowa stolica, co więcej cały wschód kraju jest praktycznie odcięty od dostaw towarów. Tak właśnie podczas ostatniej wojny zrobili Rosjanie.

Za każdym razem gdy jadę to drogą (kilka razy już mi się zdarzyło) czuje w dość duży smutek, gdyż pomiędzy Tbilisi i Gori mija się kilka obozów dla uchodźców z ostatniej wojny. I choć może nie wyglądają one przerażająco ( wiele białych domków, czasem nawet bardzo dużo, poustawianych w szeregu) do człowieka dochodzi, że ludzie którzy w nich mieszkają stracili wszystko podczas wojny, czasem nawet krewnych czy przyjaciół i teraz muszą żyć w zupełnie innym miejscu, bardzo często bez żadnych perspektyw na przyszłość.

Zugdidi to stolica Megrelii ( mitycznej Kolchidy, gdzie według mitologii greckiej Jazon wraz z towarzyszami udał się w poszukiwanie złotego runa). Sprawia wrażenie miasta czystego (jak na gruzińskie warunki) oraz przyjaznego do życia, może przez wszędobylskość palm. ( jesteśmy w końcu bardzo blisko od Morza Czarnego). Megrelowie czują dużą niezależność od reszty Gruzji, są bardzo dumni ze swojego odrębnego języka oraz kultury. Z tego regionu wywodzi się pierwszy prezydent niepodległej Gruzji Zwiad Gamsachurdia. W 1993 roku ( już jako obalony prezydent) powołał nawet w Zugdidi własny rząd, który przemyśliwał o secesji Megrelii ( W. Jagielski, 2005)

Prezentacje na Uniwersytetach przebiegly w miare sprawnie. Na poczatku faktycznie czuc bylo duza treme, ale juz po kilku slowach stawalo sie coraz latwiej i latwiej.

2 komentarze

Filed under Uncategorized

Miasto wykute w skale

Trzy tygodnie temu postanowiliśmy wybrać się z naszą czeską koleżanką Lenką do Wardzii, która jest uznawana za jedną z największych atrakcji turystycznych Gruzji. Zazwyczaj pełno tam turystów, jednak o tej porze roku byliśmy jedynymi gośćmi. W jedynym hotelu nie było jednak wolnych miejsc, ponieważ wszystkie pokoje pozajmowali robotnicy, budujący drogę łączącą wioskę z resztą świata (co ciekawe budują ją 24 godziny na dobę). Uczynny kierowca marszrutki, która dowiozła nas do Wardzii znalazł nam jednak nocleg w jednym z domów. W czasie podróży był on również naszym przewodnikiem i kiedy mijaliśmy po drodze coś ciekawego, zatrzymywał samochód, kazał nam wysiąść i robić zdjęcia, a reszta pasażerów musiała czekać, aż skończy opowiadać o tym, co się wydarzyło w danym miejscu.

Góry w południowo – zachodniej Gruzji zbudowane są z miękkiego tufu wulkanicznego, dzięki czemu stosunkowo łatwo było drążyć w nich jaskinie. Wardzia to miasto wydrążone w skalnej ścianie. Według naszego przewodnika (który już nie raz nas zawiódł), miasto początkowo było całkowicie ukryte wewnątrz góry. Dopiero trzęsienie ziemi odsłoniło część pomieszczeń i dzięki temu miasto wygląda tak, jak to można zobaczyć na zdjęciach.
Miasto zostało wybudowane (wykute?) na przełomie XII i XIII wieku i początkowo było twierdzą wojskową. Królowa Tamara (Gruzini mówią o niej „król” aby podkreślić jej wielkość i potęgę) przekształciła je w klasztor. W czasie wojen Wardzia stanowiła również schronienie dla miejscowej ludności. W średniowieczu było to bogate centrum rozwoju kultury i sztuki.

Obecnie w Wardzii – wsi, ulokowanej u podnóża skalnego miasta, znajduje się około 5 domów (z czego 2 rozwalone) i hotel. Jeden z opuszczonych i wyjątkowo zaniedbanych budynków skrywał niespodziankę – okazało się że była to łaźnia, z basenem z wodą z naturalnego gorącego źródła siarkowego. Dom wyglądał, jakby miał się lada chwila rozsypać, basen przypominał koryto dla krów, które pasły się wokół, ale woda była czysta i gorąca, więc postanowiliśmy skorzystać z okazji.

W okolicy Wardzii, 15 minut za wsią znajduje się jeszcze jeden klasztor – tym razem żeński, wykuty w skale. Ten również początkowo był całkowicie ukryty wewnątrz góry i dopiero trzęsienie ziemi spowodowało, że został częściowo odsłonięty. Podobnie jak w samej Wardzii, ten monastyr również składa się z systemu jaskiń – mieszkań i krętych tuneli, prowadzących w głąb góry. Różnica polega na tym, że jest on już zupełnie opustoszały, podczas gdy w Wardzii nadal mieszka 8 mnichów (ale nie mieszkają w jaskini tylko mają taki mały domek, wprawdzie też wykuty w skale ale to już nie to samo).

Wardzia leży w Dżawachetii – tak nazywa się ten region Gruzji. Jest on zamieszkiwany w większości przez Ormian i słyszy się opinie, że w przyszłości mogą oni zażądać autonomii, co może doprowadzić do kolejnej wojny – choć Ormianie temu zaprzeczają i w istocie nic nie wskazuje na to, aby chcieli się oni odłączyć od Gruzji.
Ania Derwich

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Gyumri

Wyobrazcie sobie miasto tetniace zyciem z licznymi kinami, muzeami i teatrami. Stolice kulturalna Armenii, z ktorej pochodzi wielu malarzy i pisarzy. Miasto wielu zakladow przemyslowych, a wiec dosc bogate w czasach ZSRR i pieknie polozone ( na wysokosci 1500 m.n.p.m, z widokiem na Aragacz – najwyzszy szczyt Armenii).
Start 11:41 koniec 12:26 7 grudnia 1988 roku – zaledwie 45 minut wraz z wtrzasami wtornymi – jedna lekcja w szkole, krotki spacer – gigantyczne trzesienie ziemi, smierc 25 000 osob, rannych 20 000 – miasto w wiekszosci zrujnowane. Zrujnowane niestety do teraz.
Po okolo 2 godzinach jazdy, dostrzetnie zniszczona droga, marszrutka wypakowana pasazerami i karaliokami (pyszne owoce z wygladu przypominajace jabkla – Gruzini woza je do Armenii na handel) dociera do granicy. Po stronie gruzinskiej wszystko wyglada profesjonalnie – duzy nowoczesny budynek, pogranicznicy ubrani w kompletne mundury, maseczki na twarzach i rekawiczki (panika zwiazana z grypa H1N1). Odprawa przebiega bardzo sprawnie, nawet przyjemnie. Z koleji po drugiej, ormianskiej stronie troche inny swiat – kilka zaniedbanych barakow, kazdy z pogranicznikow w innych butach ( poczawszy od pantofli, klapek i adidasow na butach wojskowych skonczywszy). Po okolo 40 minutach uzerania sie z chamem w mundurze uzyskujemy upragniona ormianska wize – Armenia stoi otworem.
W Gyumri na glownym placu czekal na nas Lukasz – wolontariusz z Polski. Jego mieszkanie bylo naszym domem przez kilka dni. Po szybkiej kolacji, Lukasz zaproponowal wizyte u zaprzyjaznionej ormianskiej rodziny, rodziny Tatosa. Dochodzil wieczor, miasto pograzylo sie w mroku – praktycznie zadna latarnia nie dzialala. Ten brak oswietlenia potegowal wrazenie zniszczen wywolanych przez wspomniane trzesienie ziemi. W wielu budynkach nie palilo sie swiatlo, po podejsciu blizej okazywalo sie, ze to pustostany pozostawione przez ludzi ktorzy uciekli z Gyumri (tych budynkow bylo naprawde duzo!!!), wiele to z koleji ruiny.
Rodzina Tatosa, dzieki Lukaszowi stala sie miedzynarodowa. Gdy tylko ktos przyjezdza do Gyumri, czy to z Couchserfingu, czy z wolonariatu Lukasz zaprasza go do nich na pogaduchy. Najciekawszy z rodziny jest Tatos. Kiedys byl wicemistrzem Armenii w kulturystyce (z duma pokazywal mi swoja recznie robiana silownie, mieszczaca sie w piwnicy jego domu). Teraz pracuje jako taksowkarz i handlarz benzyna, a w wolnych chwila gra na pianinie (dla mnie bylo to wielkie zaskoczenie, gdy ten wielki mezczyzna swoimi grubymi palcami zaczal naciskac na klawisze pianina). Spotykalismy sie u nich co wieczor, popijac kawe, rozmawialismy o Armenii, Turcji, Azerbejdzanie oraz o zyciu w Gyumri.
Spedzilismy w Armenii zaledwie trzy dni – tylko tyle mielismy czasu. Ale nie przejmuje sie tym zbytnio, bo Armenia od Tbilisi jest blisko i jestem pewny ze za niedlugo pojedziemy tam na dluzej.

5 komentarzy

Filed under Uncategorized

07.11

Wracalem z Ksiegarni Prospero (bardzo mile miejsce, gdzie przy filizance kawy mozna poczytac kaukazkie opowiescie) do mieszkania. Bylo sloneczne popoludnie, z powodu zblizajacego sie weekendu myslalem w ktore miejsce tym razem pojechac. Mozna powiedziec dzien jak co dzien.
Ide wiec troche z glowa z chmurach ( juz mi sie udaje spacerowac po Tbilisi nie uwazajac caly czas na otwarte studzienki, rynny przechodzace przez chodniki na wysokosci glowy, czy pedzace samochody, ba nie slysze nawet ryczacych klaksonow – chyba sie przyzwyczailem) i w pewnym momencie slysze jakies dziwne krzyki, gwizdy. Podnosze glowe i … okazalo sie ze jestem praktycznie w srodku gigantycznej manifestacji antyrzadowej ( musialem faktycznie strasznie sie zamyslic). Dokola ludzie w maskach, z transparentami, krzyczacy jakies nie zrozumiale dla mnie hasla. Ciezko to opisac zobaczcie sami.


Podekscytowany pobieglem do biura, gdzie spotkalem Irakliego (mojego mentora).
Patrz co widzialem ( pokazuje zdjecia), gigantyczna manifestacja przeszla ulica Rustavelego, bylem w samym srodku – powiedzialem
Irakli: Ale przeciez to nie jest nic wielkiego, my tutaj na takie male manifestacje nawet uwagi nie zwracamy.
Piotrek (troche smutny): ale jak to nie zwracacie uwagi, przeciesz byla wielka. Patrz na to zdjecie?
Irakli: Pewnie dlatego nie zwracamy uwagi, ze po ostatniej wojnie przed parlamentem byla jedna wielka manifestacja, ktora trwala 3 miesiace, bez przerwy. Byla duzo, duzo wieksza niz ta ktora mi pokazujesz.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

……

Nazywam się Vazha Varamian. Pochodzę z zachodniej Gruzji, z regionu, który nazywa się Megrelia, ale prawie od urodzenia mieszkałem w Abchazji i po wojnie [chodzi o wojnę w Abchazji w 1992 roku – przyp. autor] uciekliśmy stamtąd. Jestem teraz uchodźcą. Mam 22 lata.

Jeśli nie pochodzisz z Tbilisi, to jak to się stało, że tu mieszkasz?

Dlaczego tu mieszkam? Nie mamy możliwości, żeby mieszkać w Abchazji. Mieliśmy tam dom, pracę i wszystko, ale musieliśmy stamtąd uciekać, bo zaczęła się wojna. Później przez siedem lat mieszkałem na Ukrainie, bo w Gruzji były ciężkie czasy. W 2000 roku wróciliśmy z Ukrainy i odtąd mieszkaliśmy na wsi, na zachodzie Gruzji. Na wsi, z której pochodzi mój ojciec. Tam mieszkałem przez cztery lata i uczyłem się w college.
Dlaczego mieszkamy w Tbilisi? Bo na wsi prawie nic się nie dzieje. Ciężko jest z pracą, z zarobkami, nie ma tam uniwersytetu. Na przykład uniwersytet jest w mieście Zugdidi, do którego trzeba zawsze dojeżdżać i nie jest on na takim poziomie jak studia tutaj. Dlatego rodzice przeprowadzili się do Tbilisi wcześniej niż ja tu przyjechałem – bo ja jeszcze wtedy studiowałem, i kiedy skończyłem studia to przyjechałem tutaj. Był już wtedy przygotowany grunt. Zdałem na uniwersytet i studiowałem przez cztery lata. Kupiliśmy tu mieszkanie i żyjemy tu już sześć lat. Mieszkam tu z powodów ekonomicznych, tu jest więcej możliwości spełniania się.

Konflikt w Abchazji był w 1992 roku ?

Tak, rozpoczął się w 1992, a skończył w 1993, i wtedy uciekliśmy. Uciekliśmy stamtąd we wrześniu. Przez trzy miesiące mieszkaliśmy u mojej babci na wsi, w domu mojego ojca, ale czasy były wtedy bardzo, bardzo ciężkie. Nic nie było, nie było pracy, były problemy z zapewnieniem elementarnych potrzeb, z jedzeniem, ze światłem, z gazem – ze wszystkim. No i mój wujek, brat mojego ojca, który mieszkał od pięciu lat na Ukrainie zaproponował żebyśmy tam pojechali, że tam nam pomoże. Pojechaliśmy tam w okolicach Nowego Roku 1994 i przez siedem lat tam mieszkaliśmy.

Co studiujesz w Tbilisi?

Skończyłem w zeszłym roku bakalariat [ pierwszy stopien studiow – przyp. autor] miedzynarodowe i ekonomiczne stosunki. Teraz zdawałem egzaminy na studia magisterskie i czekam na wyniki, czy się dostałem czy nie.

A kiedy będą wyniki?

Ministerstwo Edukacji powiedziało, że po piątym listopada już powinny być na stronie internetowej, dlatego już dzisiaj mogą być, muszę sprawdzić.

Dlaczego tak dużo osób studiuje tutaj kierunki związane z ekonomią, finansami, biznesem, marketingiem?

Tak jak powiedziałaś, w Gruzji najwięcej ludzi studiuje ekonomię i prawo. To są jakby dwa najpopularniejsze kierunki. Dlatego, że chyba po tym jest najwięcej szans na znalezienie jakiejś pracy. Są jakby dwie kategorie ludzi. Jedni naprawdę mają nadzieję, że to ma jakiś sens, i że znajdą potem pracę. A drudzy na studiach nie za bardzo chcą nauczyć się czegoś, nie za bardzo na to zwracają uwagę, ale ważne, że to tak brzmi, że ktoś studiuje prawo. Jakby to powiedzieć… Dla prestiżu.

Co chciałbyś robić po studiach, gdy już je skończysz?

Wiesz, teraz skończyłem ten bakalariat i już mogę nie kontynuować studiów i znaleźć sobie pracę. Ale pomyślałem, że nie wiem czy tak chciałbym robić, bo widzę, że jeszcze nie jestem do tego gotów i nie wiem, co chcę teraz robić. Dlatego o tym jeszcze nie myślę, staram się jakoś załatwić te studia magisterskie. A po tych studiach już chciałbym znaleźć pracę i pracować. Ale co to będzie, jak to będzie wyglądało – nie mam jeszcze odpowiedzi na to pytanie.

Jak tutaj jest ze znalezieniem pracy po studiach?

No wiesz, ciężko tu jest z pracą, bo nie ma tyle miejsc pracy, nie ma zbyt dużego wyboru. Jest ciężko – tym bardziej po tej zeszłorocznej wojnie z Rosją, bo i tak na świecie był kryzys ekonomiczny i jeszcze ta wojna – to nas jakby cofnęło do tyłu, to jakby jeszcze stało się przeszkodą.
Z pracą jest ciężko tym bardziej, że poziom studiów tu w Gruzji nie jest najlepszy i dlatego nie za bardzo ludzie mają kwalifikacje po tych studiach. Nie za bardzo pracodawcy chcą takich ludzi wziąć do pracy. Największy popyt jest na ludzi, którzy skończyli studia za granicą, bo tam poziom studiów jest wyższy. Dlatego jest ciężko znaleźć tutaj pracę. Mamy duże bezrobocie i to jest jeden z większych problemów w kraju.

A wiesz może, jakie tu jest bezrobocie?

To nigdy nie jest na sto procent wiadome, bo statystyki pokazują, że jest tyle a tyle, ale to nie jest tak. Podobnie jest z inflacją, bo wszyscy mówią, że wynosi ok. 9-10 %, ale to też nie jest tak, prawidłowa liczba jest większa. Nie mogę powiedzieć na sto procent ile ono wynosi.

Jesteś w stanie powiedzieć, czy w Gruzji w szkołach wyższych istnieje problem korupcji?

To jest jeden z problemów edukacji gruzińskiej. Wcześniej ten problem był większy, bo do momentu przyjścia do władzy rządu Saakaszwilego korupcja była na wysokim poziomie. Na przykład kiedy ja zdawałem swój egzamin na studia ekonomiczne, w 2004 roku, wtedy jeszcze nie przeprowadzono reformy edukacji i wszystko było w starym stylu. Trzeba było płacić za studia, żeby otrzymać fajną ocenę na egzaminie i za to, żeby trafić na studia bezpłatne. Noo… I tak było ze mną, bo ja nie miałem tyle pieniędzy i przez nie otrzymałem tak dobrych ocen, jakie były mi potrzebne na studia bezpłatne, i trafiłem na te płatne. Musiałem przez cztery lata za nie płacić.
Było nas jakby dwie grupy, które studiowały ten sam kierunek Jedna grupa – która trafiła na studia bezpłatne i było ich około dwudziestu osób, i ci, którzy płacili, gdzieś pięćdziesiąt osób. Czasami mieliśmy wspólne zajęcia. Było widoczne kto jest z której grupy, kto jest zdolny. W naszej grupie, do której chodziłem, zawsze były lepsze wyniki. Ci ludzie, którzy studiowali na studiach bezpłatnych, oni tak naprawdę nie studiowali, może dwie z dwudziestu osób się uczyły i to był problem.
Ale w ciągu ostatnich czterech lat dużo się zmieniło. Na przykład zmienił się system przyjmowania na studia. Przebieg egzaminów nie zależy od konkretnych uniwersytetów [wcześniej to uniwersytety opracowywały egzaminy – przyp. autor]. Teraz to jest tak, że wszyscy abiturienci zdają jeden i ten sam egzamin, o tej samej godzinie. To jest tak wszystko zorganizowane, że bardzo wielu ludzi sprawdza to, co kandydaci na studia napisali, i nikt nie wie, kto co napisał. Pewnie, że mogą zdarzać się jakieś wyjątki, że jakimś osobom ktoś pomaga i o tym nikt nie wie, ale poprawa sytuacji jest widoczna.
Bardzo dużo takich ludzi, którzy nie daliby rady zapłacić za egzamin i trafić na studia bezpłatne, ludzi, którzy chcieli studiować, ale nie mieli dużych finansowych możliwości- oni zdali i studiują na takich uczelniach, na które pięć lat temu musieliby zapłacić 20 000 dolarów. Na przykład mój kuzyn, on zdawał rok wcześniej niż ja – miał ten sam problem i trafił na płatne studia. Kiedy została przeprowadzona reforma edukacji, on rzucił te studia – studiował w Zugdidi, na tym samym kierunku, co ja, ekonomię. Rzucił to, przygotował się do egzaminów i zdał, i teraz jest na studiach medycznych, bezpłatnych, tu – na Państwowym Uniwersytecie, na który do 2004 roku przez korupcję trzeba było płacić 20-30 000 dolarów, żeby być na studiach bezpłatnych – jakie to są bezpłatne? Ale chodziło o to, że tak to brzmi – studia bezpłatne. Status, nic więcej. On [kuzyn – przyp. autor] studiuje tam nadal i dobrze mu idzie. Więc z tej strony wynik jest widoczny.
Zmienił się też system oceniania. Kiedyś była czwórka, piątka… Teraz mamy system balów, które trzeba zebrać w semestrze – od 90 do 100 to jest A, potem B, C i tak dalej.

Czyli to jest taki rodzaj punktów?

Tak. Teraz oceny są podobne jak na Zachodzie. Dużo zmieniło się na lepsze, ale nie ze wszystkim się zgadzam. Dużo rzeczy też się pogorszyło, lub zostało w takim złym stanie, w jakim było. Po prostu wszystko ma swoje plusy i minusy.

Czyli generalnie teraz w Gruzji walczy się z korupcją?

Tak, nie tylko na studiach ale w ogóle. Na wszystkich szczeblach, politycznych czy ekonomicznych. Przez ostatnie pięć lat zaszło sporo zmian. Ulepszył się sposób walki z korupcją.

Chcieliśmy zapytać, czy myślisz, że w Gruzji nadal istnieje wyraźny podział ról społecznych ze względu na płeć. Czy kobieta to przede wszystkim mama, gospodyni domowa, która zajmuje się domem, dziećmi i mężem, a mężczyzna to ktoś, kto zarabia na dom. Czy to się teraz zmienia?

To zależy. Są kobiety, które zamiast pracować w domu zaczynają pracować zawodowo. Dużo dziewczyn w młodym wieku zaczyna o tym myśleć. To się zmienia. Ale taki podział na jakimś poziomie zawsze był i chyba będzie, bo to zależy od mentalności. To jest tak, że główną rolę w rodzinie pełni zawsze mężczyzna, to nie chodzi o to, że … jak to powiedzieć? Że prawa kobiety nie są szanowane, to nie jest tak, ale jednak mężczyzna pełni główną rolę i ostatnie słowo należy do niego. Ale to nie znaczy, że ze zdaniem kobiety nikt się nie liczy bo wszystko w rodzinie jest z nią uzgadniane i to jest oczywiste.

Jakie są różnice w postrzeganiu tych ról pomiędzy stolicą a wsią?

Są takie różnice, bo stolica jest dużym miastem i kobiety mają większe możliwości. Studiują pracują i w tym sensie rozwijają się, a na przykład na wsi nie ma tyle możliwości. Na wsi zarówno kobiety, jak i mężczyźni więcej pracują w domu, zajmują się drobnym rolnictwem i nie ma możliwości żeby kobiety pracowały. One pracują tak jak mężczyźni, czasem fizycznie, ale pracują w domu.

A czy sposób traktowania kobiety wśród starszych i młodych jest inny? Czy starsze pokolenie jest bardziej tradycyjne jeśli chodzi o podział ról, a młodsze już nieco mniej?

Wiesz, to zależy. Z czasem wszystko się zmienia, również młodzież. No pewnie, że wiele rzeczy pozostaje niezmiennych, tradycyjnych ale niektórzy na te wszystkie tradycje i zasady zwracają niestety mniej uwagi i nie dbają o to, żeby je zachować. Nie mówię tylko o traktowaniu kobiet, ale w ogóle o tradycjach i zasadach. Globalizacja też ma na to wpływ.

Może teraz o czymś innym. Czy jesteś w stanie powiedzieć jak żyło się w Gruzji kiedyś, a jak żyje się teraz? Czy np. pamiętasz, pewnie nie z własnego doświadczenia ale może z opowieści rodziców jak to było w czasach Związku Radzieckiego?

Dobrze opowiem jakby o trzech okresach. W czasach Związku Radzieckiego z pracą nie było tyle problemów. Studia to był problem, bo nie wszyscy mogli sobie na to pozwolić. Wtedy również były potrzebne pieniądze, żeby trafić na studia. Ci którzy mieli większe możliwości finansowe, mieli lepsze wykształcenie. Związek Radziecki był bardzo wielki, i ludzie z pieniędzmi mogli studiować w Kijowie, w Moskwie. Z jakiegoś regionu Gruzji ktoś jechał sobie i studiował w Moskwie, to było możliwe i zupełnie normalne. Ale nie wszyscy studiowali, bo to nie było konieczne, żeby przetrwać w życiu.
Wtedy rolnictwo było na innym poziomie, poświęcano mu więcej uwagi, na przykład w Megrelii, skąd pochodzę, mamy plantacje herbaty i dawniej były one rozwinięte, teraz już nie. Ludzie mogli po prostu pracować tam od rana do wieczora i codziennie mieli tyle pieniędzy ile wypracowali, ile zebrali tej herbaty.
Nie było problemów z tym, że ktoś był głodny i nie miał odzieży. Kto mógł pracować miał to co jest potrzebne i najważniejsze. Kto chciał i miał możliwość żeby studiować, otrzymywał lepsze wykształcenie i jemu było jeszcze lepiej bo on mógł np. znaleźć sobie lepszą prace i jakby lepsze życie.
W tych czasach wszystko też było tańsze. Ludzie wspominali, że były czasy, kiedy mogli sobie pojechać do Moskwy, obejrzeć mecz i wrócić jeszcze tego samego dnia. Bilet do Moskwy z Tbilisi kosztował trzydzieści siedem rubli. Ludzie jeździli nad morze, do Suchumi, odpocząć latem. Kto miał głowę na karku, ten miał z czego żyć. Ale z drugiej strony jeśli ktoś miał więcej niż sto tysięcy rubli, mogli go za to rozstrzelać.
Wtedy był też problem z religią. Problem polegał na tym, że nie za bardzo na to pozwalano [na praktykowanie religii – przyp. autor] i kościoły były zamknięte. Ludzie starali się chodzić do cerkwi ale z tym był problem.
Po tym jak rozpadł się Związek Radziecki, w latach 90 – tych, po wojnie, wtedy już było bardzo ciężko, czasy się zmieniły, już nikt nie miał pracy, nie było prądu, ogrzewania, czasem były problemy z jedzeniem, gospodarka podupadła i kraj zaczął wpadać w przepaść. Przybyło trzysta tysięcy uchodźców. Pamiętam, że jeszcze do 2003 roku takie czasy były, że – ja mieszkałem wtedy na wsi, uczyłem się w collage’u – no i było tak, że mieliśmy grafik prądu. Od 8 do 10 rano włączali nam światło i później od 20 do 24. I jakby te 6 , 8 godzin mieliśmy na dobę, czasami było tak, że w ogóle nie mieliśmy prądu. Czasem ciężko było to zapłacić. Wszyscy na wsi mieszkali jakby w jednej komunie i wszyscy musieli zapłacić na przykład po trzy lari [ok. 4 zł – przyp. autor] i kiedy to było zebrane i zapłacone, to wtedy włączali wszystkim prąd. Nie było tak, że każdy płacił za siebie tyle, ile wykorzystał. Niektórzy nawet nie mieli tych 3 lari i dlatego był problem, żeby zebrać pieniądze od wszystkich i zapłacić. Czasem przez tydzień, czy miesiąc w ogóle nie mieliśmy prądu na wsiach i z tym był bardzo wielki problem. Ale po Rewolucji Róż, po 2004 roku nowy rząd zaczął o to dbać i od tamtego czasu wszystko się zmieniło.
Teraz na całym terenie Gruzji, na wsiach, na przykład tam, gdzie ja mieszkałem już wszyscy mają prąd. Każdy ma liczniki w domu, ile wykorzysta, tyle płaci, a jak nie zapłaci to wyłączają – jak w normalnych krajach, że tak powiem.
Zarobki wzrosły, nauczyciele w szkołach, którzy dostawali jakieś śmieszne pieniądze – może nie śmieszne bo można było tylko płakać, dostają więcej. Emerytury również wzrosły. Jednak inflacja też wzrasta – to jest minusem.
Pewnie, że po rewolucji popełniono też dużo błędów i wiele zmieniło się na gorsze – coś takiego jest zawsze, nie wszyscy są zadowoleni. Jednak życie stało się łatwiejsze. Jaka jest różnica: wtedy było ciężko żyć i nic nie miałeś, teraz ciężko jest żyć ale chociaż masz na przykład prąd. Budują miasta, jakoś starają się dbać o emerytów i powiększają pensje nauczycieli. Powiedziałem już o reformie edukacji, no i jakby pomału wszystko idzie w lepszą stronę.

A czy jesteś w stanie powiedzieć jakie są największe problemy Gruzji? Co spowalnia jej rozwój, czy to jest położenie geograficzne, sąsiedzi jak na przykład Rosja? Czy może jakieś problemy wewnętrzne?

Dużo jest takich problemów. Przez ostatnie 20 lat, po rozpadzie Związku Radzieckiego, straciliśmy niektóre terytoria na rzecz Rosji [ Osetia Południowa, Abchazja – przyp. autor]. Osetia Południowa, Abchazja – to pozostaje największym problemem. I zawsze bardzo trudne stosunki z Rosją, wojna, którą mieliśmy. Wszyscy cały czas czują zagrożenie, nigdy nie wiesz, co się może stać – to jest problem. Pewnie, że jest problem mentalności, w tym sensie, że dużo jest leniwych ludzi. Wiesz, my tak myślimy, że jesteśmy bardzo pomysłowi i możemy dużo rzeczy zrobić i mamy coś w głowie, mówię ogólnie o narodzie. Ale nasz problem polega na tym, że my nie możemy tego wykorzystać bo nie jesteśmy pracowici jako naród. Są narodowości, które są bardzo pracowite. Może one nie wszystkie są takie… Jak to powiedzieć?

Pomysłowe?

Tak. Ale są bardziej pracowite, mają swoje cele i do nich dążą. I wszystko mają bardziej ustrukturyzowane. U nas wszystko jest chaotyczne. Niestety dużo ludzi niczym się nie zajmuję. Pewnie, że są tego powody, że nie ma dużo możliwości ale mentalność – nie mówię o mentalności w ogóle, ale o pewnych jej aspektach, leży również u podłoża hamowania rozwoju.

Czy po ostatniej wojnie spadłą liczba turystów? Czy to, że tutaj teraz nikogo nie ma jest spowodowane tym, że skończyły się wakacje? Niedaleko jest ulica pełna knajp dla turystów, a one są cały czas puste.

Pewnie w jakimś stopniu spadła ta liczba, bo po wojnie boją się przyjeżdżać, nie są pewni, że tu jest bezpiecznie. Ale chodzi też o to, że skończył się sezon. Najwięcej turystów, którzy przyjeżdżają do Gruzji stara się odwiedzać inne miejsca, jadą nad morze, do Batumi latem, lub w góry, do Swanetii, żeby zwiedzać zabytki. Większość tam podąża, ale pewnie, że Tbilisi ma turystów, ale jest przeważnie punktem przyjmowania turystów, którzy potem jadą w inne miejsca. Ale pewnie, że wojna jakąś swoją rolę odegrała ale to był problem rok temu. Teraz już było ich więcej i w następnym roku, jeśli wszystko tak będzie, to chyba zacznie się zwiększać liczba turystów, którzy odwiedzą Gruzję. Turystyka jest jednym z priorytetów Gruzji.

Gruzja ma bardzo duży potencjał turystyczny.

Tak. Dużo się teraz robi, żeby rozwinąć turystykę i żeby z Gruzji uczynić kraj atrakcyjny dla turystów, żeby przyjeżdżali – do Batumi, do wielu miejscach w górach. Turystyka się rozwija.

Czy po ostatniej wojnie pojawiły się jakieś odczuwalne skutki ekonomiczne, np. wzrost cen?

Tak. Wojna zaczęła się po moim wyjeździe [ na wolontariat do Polski – przyp. autor] i przez ten czas mnie tu nie było. Teraz juz dużo rzeczy powróciło do normy, ale skutki tej wojny są odczuwalne. Dużo rzeczy wyhamowało. Banki miały dużo problemów, dużo ludzi zostało zwolnionych z pracy. Słyszałem, że w jednym banku zwolniono ok. 1000 osób. Wyhamowały tez inwestycje innych krajów. Inne państwa się przestraszyły, że tu nie jest wszystko pewne i czy pieniądze, które tu zainwestują przyniosą jakiś zysk. Ale teraz wszystko już zaczyna wracać do normalności.

Ilu jest uchodźców po tej ostatniej wojnie w Osetii?

Na początku było ich wielu, bo to byli ludzie nie tylko z Osetii, ale również z okolic Osetii, z małych wsi i miast, bo te miejscowości również zostały podbite i tam również były walki. Dużo ludzi uciekło, chyba ok. stu tysięcy. Ale po cichu, jak skończyła się wojna, jak Rosjanie wycofali się – nie do końca na swoje pozycje, bo oni ciągle pozostają nie tylko na terenie Południowej Osetii ale również na niewielkim terenie Gruzji, który zajęli, ludzie zaczęli wracać. Jednak dużo ludzi z tych terenów wciąż jest uchodźcami, gdzieś dwadzieścia, trzydzieści tysięcy. Mieszkają w różnych miejscach, w szkołach lub przedszkolach, które im oddano. Poza miejscowościami wybudowano im maleńkie miasta [obozy dla uchodźców – przyp. autor].

Te obozy widać przy drodze do Gori.

Tak. To są takie małe jednopiętrowe budynki.

Zatem najpierw byli uchodźcy z Abchazji, po wojnie w 1992 roku. Po ostatniej wojnie są w Gruzji uchodźcy z Osetii Południowej. Chciałbym Cię zapytać jak wygląda obecna sytuacja życiowa uchodźców z Abchazji i jak wygląda sytuacja uchodźców z Osetii?

Jakaś różnica pewnie jest, bo ci ludzie, którzy uciekli z Abchazji zostawili tam wszystko, co mieli i musieli zaczynać życie od zera. Ale po wojnie, przez te ostatnie dwadzieścia lat, ludzie zbudowali tu sobie nowe życie. Pewnie, że niektórzy z nich do dzisiaj żyją w bardzo ciężkich warunkach. Ale niektórzy zbudowali swoje życie tak, że żyje im się tu lepiej, niż żyli w Abchazji. Różnie, niektórym jest lepiej, niektórzy nic nie mają i bardzo im ciężko. To zależy, ale jakoś mniej więcej ludzie starają się do tego przyzwyczajać, bo nie ma innego wyjścia. Bardzo wielu ludzi niezależnie od tego, co tu mają, czy jest im dobrze czy źle, wciąż chcą wrócić na swoje ziemie, do swoich domów. Nawet jeśli tam wszystko zostało zbombardowane.

A czy uchodźcy z Abchazji otrzymali jakąś pomoc ze strony rządu i organizacji międzynarodowych?

Pewnie. Od organizacji międzynarodowych przez jakieś lata była pomoc materialna – jedzenie, odzież.

Czy to była skuteczna pomoc według ciebie?

Pomoc taka jak jedzenie oczywiście była potrzebna ale to było bardzo chwilowe, doraźne. Ze strony rządu teraz uchodźcy maja pomoc pieniężną. Jest niewielka, co miesiąc na jedną osobę w rodzinie przypada 28 lari. Więc jeżeli tych osób jest pięć, to jest to pięć razy 28. Niektórzy dostają nie 28 ale 22 lari, ale za to mają bezpłatnie 100 kW prądu. Więc pięcioosobowa rodzina może otrzymywać 22 lari i 100 kW prądu na osobę. Wtedy za prąd płaci się tylko za nadwyżkę. Ta pomoc jest niewielka, bo w czym ci pomoże 20 lari miesięcznie? Ale po pierwsze jest to lepsze niż w ogóle nic, a po drugie masz świadomość, że ktoś o tobie myśli, że rząd o tobie jeszcze nie zapomniał i o ciebie dba, więc jest to bardziej pomoc psychologiczna niż materialna.

To była pomoc dla uchodźców z Abchazji, a dla tych z Osetii?

Nic nie mogę o tym powiedzieć, bo nie było mnie tutaj w tym czasie [w czasie wojny i po wojnie – przyp. autor]. Teraz też nic o tym nie wiem. Pomoc była taka, że załatwiono im mieszkania i rząd starał się o nich dbać, pamięta o nich, ale co więcej to nie wiem. Była podczas wojny z różnych krajów, z Ameryki, z Polski też, materialna pomoc, odzież, rzeczy do spania. Ludzie uciekli w tym, w czym byli. Dużo ludzi nic ze sobą nie zabrało i dużo rzeczy zostało przywiezionych z różnych krajów.

Czy wiesz jak wyglądają warunki bytowe w tych obozach dla uchodźców, które znajdują się np. pod Tbilisi, po drodze do Gori? Ile np. ludzi tam mieszka?

Nie wiem, nie było mnie tu wtedy, widziałem to tylko w telewizji. Nie wiem jakie mają tam warunki.

Jak Ci się wydaje, z którym ze swoich sąsiadów Gruzja ma najlepsze stosunki?

Teraz mamy dobre stosunki z Ukrainą, z Turcją ostatnio się polepszają, przez ostatnie lata nie potrzebujemy żadnej wizy, po prostu bez problemów możemy podróżować do Turcji. Z Armenią i Azerbejdżanem również mamy lepsze relacje, ale bywa różnie, bo oni jakoś wciąż są blisko związani z Rosją. Z Polską ostatnio zacieśniają się więzy. Również Ameryka, choć nie jest naszym sąsiadem, stara się nam pomóc. Nikt tu za bardzo nie wierzy w ich bezinteresowność, bo Ameryka nic nie robi tylko dla kogoś bez zysku dla siebie, również tak się dzieje z Gruzją. Ale pewnie, że dobrze jest że oni jakoś nas wspierają, czy pomagają.

Byłeś na EVS, dlaczego chciałeś pojechać na wolontariat i dlaczego do Polski?

Często słyszę to pytanie. Odpowiedź zawsze była taka sama. To tak jakoś wyszło. Nie chodziło, o to, że jakoś bardzo chciałem jechać do Polski. Po prostu tak wyszło, że zapytali mnie w DRONI [organizacja która nas gości i wysłała Vazhę do Polski – przyp. autora] czy chcę jechać na wolontariat. Powiedziałem, że tak. Zawsze chciałem wyjechać do jakiegoś obcego kraju, im bardziej na Zachód, tym lepiej, bo ekonomicznie i społecznie te kraje na Zachodzie są bardziej rozwinięte. Chciałem poznać nowy kraj, nowych ludzi, nową kulturę, nauczyć się języka. Zawsze mnie to interesowało i jestem na to otwarty. Tak wyszło, że najwięcej możliwości było żeby wyjechać do Polski. W moim przypadku nie było tak, że sam wybrałem swój projekt, organizację goszczącą i wysyłającą. Ja po prostu tylko parę dni biegałem za wizą i to wszystko. Pojechałem do Polski i bardzo jestem z tego zadowolony, bo bardzo fajnie tam było, bardzo to było pożyteczne.

Ponieważ byłeś w Polsce możesz spojrzeć na Gruzję trochę z boku. Co jest takiego w Gruzji co ci się najbardziej podoba, za co cenisz Gruzję?

Co mi się tutaj podoba? Na przykład to, że żyjemy w zgodzie z tradycją. Pewnie, że nie wszyscy ją szanują, ale tak się przeważnie dzieje. W innych krajach to jest coś niezwykłego, trudnego do zaakceptowania. Ale mi się to podoba, bo ja jestem Gruzinem, tak mnie wychowano i taki mam światopogląd. I jestem z tego dumny.
Co jeszcze… Wiesz, podoba mi się podejście do swojego kraju, jakie tu mamy, bo my swój kraj uwielbiamy. Niestety nie przekłada się to przeważnie na jakieś konkretne działania. Nasz największy problem to to, że my sami byliśmy sobie najgorszymi wrogami. Zawsze się ktoś znajdował kto czynił wiele zła. Wszyscy kochają Gruzję, ale robią wiele takich rzeczy, które jej szkodzą. Czasem ktoś to robi celowo, a czasem niechcący.
Mówiliśmy o tym, jak tu wszyscy piją te toasty za Gruzję, że u was czegoś takiego nie ma [pierwszy toast wznoszony przy gruzińskim stole jest zawsze za Gruzję – przyp. autor]. Mi się to podoba, to jest przejaw szacunku dla swojego kraju. W Polsce do wielu rzeczy nie przykłada się takiej wagi, do historii, tradycji. Ja myślę, że trzeba to wszystko zachować, przekazać następnym pokoleniom. Niektórzy wśród młodych nie akceptują tradycji. Ja lubię tradycyjną muzykę, taniec, a młodzi ludzie mówią: „Co ty gadasz, jakie tam stare rzeczy, lepsze takie nowoczesne”. Pewnie, że nowoczesność jest fajna, trzeba być na czasie, ale swoją historię trzeba znać i ją szanować . To czym jesteśmy dziś, jest skutkiem tego kim byliśmy kiedyś. Jeśli nie będziemy tego zachowywać i szanować, to bez sensu. I dlatego to jest fajne, że uwielbiamy swój kraj.

Ania Derwich i Piotr Kołodziej.
Gruzja 2009.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

მეტყველება ქარფველი

Niedawno uswiadomilem sobie, ze zyjac tu jestem otoczony przez trzy zupelnie inne alfabety, co sprawia, ze jeszcze bardziej ciekawie. Z lacinskim oczywiscie nie ma problemow, z cyrylica raczej tez – wystarczy kilka dni cwiczen na ruskim „Vogue” i czyta sie sprawnie. Z kolei gruzinski to calkiem inna bajka.

Zupelnie inny alfabet, jeden z czternastu uzywanych obecnie na swiecie, inna gramatyka, a przede wszystkim wymowa poszczegolnych glosek (wymowa k przypomina odglosy przedwymiotne), sprawiaja, ze opanowanie tego jezyka w stopniu podsawowym jest bardzo trudne. Ciekawe jest to, ze Gruzin nie porozumie sie w ojczystym jezyku z Ormianinem, Turkiem, Azerem, czy Rosjaninem – nawet nie zdola przeczytac jednego wyrazu w alfabecie swych sasiadow. Stad tez taka popularnosc tutaj rosyjskiego – pozwala on na komunikacje pomiedzy poszczegolnymi krajami Zakaukazia, choc w Gruzji po ostatniej wojnie ludzie nie chca uzywac tego jezyka.

Jezyk gruzinski, podobnie jak religia, stanowia dla Gruzinow fundamentalne wartosci, gdyz buduja swiadomosc narodowa i daja poczucie jednosci, bardzo istotne w tym regionie. O pochodzenie alfabetu gruzinskiego toczy sie spor – Ormianie uwazaja, ze alfabet stworzyl w III w. n.e. Mesroga Masztoc, ormianski mnich. Z koleji Gruzini podwazaja ta teorie mowiac: alfabetu nie moze stworzyc ktos, kto reprezentuje zupelnie inna grupe jezykowa. Poza tym Ormianie uwazaja tez, ze Jezus i Noe mieli ormianskie korzenie, a szczatki Arki Noego znajduja sie na gorze Ararat – swietej dla Ormian.

W kazdy wtorek i czwartek wieczorem spotykamy sie z naszym koordynatorem Dato, ktory stara sie nauczyc nas jezyka gruzinskiego. Mamy przy tym kupe smiechu:
Dato: Dzis uczymy sie wymowy litery r. Powiedz r Piotrek.
Piotrek: (lapie powietrze w pluca, skupia sie) r.
Dato: Ale nie polskie r tylko gruzinskie r.
Piotrek: (skupiony jeszcze bardziej) r.
Dato: Zle, to nie bylo gruzinskie r. Jeszcze raz.
Piotrek: Dato, ale ja chyba nie widze roznicy.
Dato: Jak to nie widzisz? Przeciez to proste. Powiedz jeszcze raz …
Swietne jest takze pisanie po gruzinsku, podczas ktorego czuje sie jakbym rysowal obrazki, a nie faktycznie pisal litery.
მეტყველება ქარფველი – jezyk gruzinski

3 komentarze

Filed under Uncategorized